O mnie

Nauczanie tradycji Krishnamacharyi i Satyanandy

Praktykuję jogę nieprzerwanie od wielu lat na samym sobie doświadczając jej transformatywnych właściwości.

Zmieniała niepostrzeżenie moje podejście do siebie, moje podejście do świata i robi to nadal, ukazując mi raz za razem gdzie moje fantazje rozmijają się z rzeczywistością.

Kiedyś lubiłem chaos. Wydawał mi się prawdziwą wolnością, choć rzucał mnie bezwiednie bez mojej woli. Teraz lubię harmonię, która powoduje, że można się swobodnie zanurzać we wszelkie sytuacje, czując pod sobą ugruntowanie.

Kiedyś lubiłem dramaturgię. Wydawała mi się prawdziwym doświadczaniem życia, choć często kończyła się moralnym kacem. Teraz fascynuje mnie codzienna rzeczywistość i nie odczuwam potrzeby jej komplikowania.

Kiedyś lubiłem emocjonalne burze. Wydawały mi się prawdziwym przeżywaniem międzyludzkich kontaktów, choć najczęściej było to przeżywanie własnego narcyzmu. Teraz staram się ćwiczyć we współodczuwaniu, które powoduje prawdziwy kontakt z inną osobą. Nie zniekształcony własnymi wyobrażeniami.

Tych „kiedyś” jest bardzo dużo i cały czas czuję, jak są przez jogę wypłukiwane, choć dużo tego do wypłukania jeszcze zostaje.

Joga to nieustanny, delikatnych wpływ, nieustanna delikatna zmiana, nie doktryna szoku, choć niektóre odkrycia w sobie mogą być szokujące.

***

Moja praktyka zaczęła się po omacku. Będąc od wielu lat w ciągłej podróży, zmieniając stale miejsce zamieszkania, nie mogłem pobierać nauk o konkretnego nauczyciela, w konkretnym studiu, starałem się więc sam odnaleźć punkt początkowy i drogę rozwoju. Niewiele z tego wychodziło.

Przełomem była książka B.K.S. Iyengara „Światło jogi”, która, oprócz szczegółowych opisów pozycji, zawierała również program ćwiczeń, rozpisany na tygodnie i opracowany na wiele lat. Zacząłem ćwiczyć według tego programu i nadal, mimo wielu uzupełnień, w zasadzie się go trzymam.

Po paru latach postanowiłem wyjść z szafy i skonfrontować swoją wiedzę. Zapisałem się na kurs instruktorski w centrum EFiB w Poznaniu, będąc bodajże jedyną osobą, która trafiła tam praktykując indywidualnie. Uzyskałem certyfikat, ale nie dawał mi on poczucia gotowości do samodzielnego prowadzenia zajęć.

Na kursie dowiedziałem się o T. Krishnamacharya, nauczycielu Iyengara, o jego zindywidualizowanym podejściu do ucznia, a przede wszystkim o funkcji oddechu i ruchu, których brak zaczynałem coraz bardziej odczuwać w metodzie Iyengara.

Rozpocząłem długi kurs nauczycielski w Krishnamacharya Yoga Mandiram, w Chennai w Indiach. Szkole założonej przez T.K.V. Desikachar, syna T. Krishnamacharya, która kontynuuje jego tradycję. Rozpocząłem studiowanie vinyas i pranayamy. Filozofii jogi, ajurwedy, jogoterapii, psychologii indyjskiej, planowania kursów. Nauka ta stale jest kontynuowana, na co półrocznych zjazdach w Indiach, które ostatnio z powodu koronawirusa zmienić się musiały na zajęcia online.

Z K.Y.M. łączy się też początek dla mnie głębszego, systematycznego studiowania filozofii jogicznej. Przede wszystkim Jogasutr Patanjalego i zawartej w nich idei Raja Yogi, docierania do własnej czystej jaźni, nie zniekształconej tworami naszego umysłu, jako głównego celu, do którego prowadzą razem wszystkie osiem gałęzi jogicznej praktyki: praca nad kontaktem ze światem zewnętrznym, praca nad własnymi emocjami, nad ciałem, nad oddechem i nad umysłem.

Krishnamacharya i Iyengar należą do południowej tradycji jogi, kładącej nacisk na rozwój poprzez ćwiczenie ciała. Tradycja północna, reprezentowana przez Sivanandę i jego ucznia Satyanandę koncentruje się bardziej na ćwiczeniu stanów umysłu poprzez techniki relaksacyjne i medytacyjne. Przebywając w Chennai, rozpocząłem naukę w Satyananda Yoga Center, z którym pozostaję w kontakcie do dzisiaj. Głównym odnośnikiem stała się dla mnie książka Satyanandy „Yoga and Kriya”.

Centrum to dało mi też możliwość poczucia znaczenia „bhakti”, pielęgnowania w sobie współodczuwania wobec świata i innych i koncentracji nad tym, by to współodczuwanie nie było zniekształcone egotycznymi emocjami. Bardzo trudne. Jestem chyba dopiero na samym początku.

Z Indiami łączy się też fascynacja medytacją auto-refleksyjną Ramana Maharshi.

W ten sposób Krisnamacharya i Iyengar z jednej strony, Sivananda i Satyananda z drugiej stali się dla mnie dwoma równoległymi i uzupełniającymi się nawzajem ścieżkami jogi w ramach horyzontu filozoficznego Jogasutr Patanjalego i jego Raja Yogi.

Droga jednak się nie kończy i pewnie jeszcze wiele przede mną.